Proza

Trylogia astralna

Tam, gdzie stykają się krańce epok, gdzie metafora schodzi z drogi rzeczywistości i gdzie myśli gonią się z purpurowymi obłokami, roztacza się królestwo Wielkiego Błękitu. Oczywiście błękit jest tutaj pojęciem względnym, a może po prostu dominującym wśród najwyższych stężeń barw. Czerwone słońce odbijające się w piórach praptaka skupionego nad kolejnym poziomem Angry Birds, słońce pozłacające jasne włosy Ikara pogrążonego w rozmowie z Hamletem. Tematy egzystencjalne oczywiście. Wielka orkiestra wszechświata bisująca gasnącym akordem niebytu.

Dominowały niskie dźwięki. Nikt przecież nie spodziewał się, że będzie inaczej. Granica pomiędzy światem a wszechświatem była tylko cienką linią chwiejącą się w posadach swojej egzystencji. Nikt nie był w stanie na niej balansować. Jeden nieuważny ruch gwarantował bolesny upadek w przepaść niebytu. Śmiałkowie, tzw. Rycerze Przeświata próbowali przejść przez linię poznania. Dziś oglądamy ich przez teleskopy dobrej jakości, co stanowi dość satysfakcjonujące zajęcie. Formy zanikającej komunikacji są znacznie rzadziej praktykowane, patrz: Słownik Werbalizmów Niewerbalnych, rozdział Pył.

Stoję w przestrzeni pełnej światła. Otacza mnie zewsząd, nie znam jego źródła, siły ani pochodzenia. Mrok gdzieś zniknął, przepadł. Blask rozpuścił wszelkie wątpliwości, przeszłe, teraźniejsze i przyszłe. Niebo zadrżało, ale nie spadła żadna gwiazda. Widocznie są zbyt mocno przytwierdzone do Wielkiego Błękitu. Gdzieś z tyłu rozmowa, może śpiew. Żadnych zakłóceń w przekazie. W tej atmosferze nawet kroki cichną, a może atmosfery nie ma, została zastąpiona przez lepszą wersję siebie?
Apokalipsa?
Nie, zwykły dzień.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.