Proza

Refleksja straconej cywilizacji

Tysiące wielkich miast zapomniało o swoim przeznaczeniu. Rozpłynęły się w dymach z kominów i udusiły w smogu. Setki wielkich miast straciło wiarę w człowieka i obywatela. Urzędy stanu cywilnego zniszczyły akty człowieczeństwa. Dziesiątki wielkich miast zostało zalanych przez rzeki własnych wspomnień. Doszczętnie spłonęły wszelkie kompromisy z przyszłością. Kilka wielkich miast wypuściło obłoki spalin w kształcie znaku zapytania. Nadal nie są pewne sensu swojej egzystencji. Jedno wielkie miasto nie zrozumiało pretensji swoich poprzedników. Pogłaskało jadeitowe chodniki i pudrując cukrowe obłoki siłą przekonywania oparło niedojrzałą głowę na słonecznym promieniu wieczności. Tamte dziwiły się, oburzały, bo przecież jak to możliwe, kryzysowa radość, czarne endorfiny, to zakazane. Ale ono jedno dumnie trzymało twarde spojrzenie na wysokości najwyższego ze swoich wieżowców. Trwało nieugięte, a jego mieszkańcy uczyli się dobra na nowo. Dzisiaj ich wspomnienie można wyczytać z twarzy niektórych przechodniów. Należą oni jednak do mniejszości społeczeństwa. Gdyby się dobrze zastanowić, przenikają przez nas jak powietrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.