Proza

Po pierwszej stronie lustra cz. I

Krok po kroku cienie kamienic chowały się w blasku zachodzącego słońca. Ulica cicha, złocona pomarańczowym odcieniem, odbijała rytmicznym echem kroki stawiane na nierównościach chodnika. Lot ptaka przecinający zgęstniałą atmosferę wieczoru zatrzymał się na parapecie sklepowej witryny zakłócając regularność odbicia. Jego cień padł na klamerki moich sandałów i wyrwał mnie z letargu.
W witrynie sklepu znajdowało się lustro. Z jednej strony przysłonięte ozdobną krepą, z drugiej nogą wychudzonego manekina, ale wciąż gotowe przypomnieć mi każdą rysę mojej twarzy. Upstrzone przez muchy odbijało zmęczenie i smutek, które kolejnego wieczoru zabierałam ze sobą do domu. I podkrążone oczy w czarnym obramowaniu rzęs. Widziałam w nim kolejne kroki – te, której już postawiłam i te, które dopiero postawię, może dzisiaj, może jutro. Słońce coraz niżej, ptak gdzieś odleciał, czas ruszyć się z miejsca. Lustro żegna mnie spowolnionymi ruchami wychodzonego ciała oddalając niebezpiecznie moją pieśń o świecie.
Jestem ptakiem, jestem lustrem, jestem światem. Wiatr niesie moje myśli a słońce roztapia moje pragnienia. Chociaż stoję w miejscu, chociaż nie mrugam nawet powieką, lecę i czuję się wolna. Tumany kurzu wokół mnie, rozległe pustynie miejskich latarni wirują. Jestem prawie na granicy nieboskłonu, kiedy mydlana bańka mojej wolności pryska. Znów moje alter ego przegrało tę walkę. Czas wrócić do rzeczywistości.
Znów ta sama ulica i zwyczajne kamienice wokół. Szukam w torbie kluczy, otwieram drzwi jednej z nich. Schody witają mnie znajomym chłodem, przystaję przy oknie przeszklonym witrażem. Wdycham zapach późnego lata, kurzu i ciężkich perfum – sąsiadka znów poleciała na randkę. Wyżej i wyżej, kolejne stopnie. Wysokość musi odpowiadać sile mięśni, wynik musi być dodatni. Trzy zamki, trzy obroty, wróciłam. Cisza wita mnie w zakurzonym mieszkaniu, cisza jest błogosławieństwem. Falująca firanka w uchylonym oknie. Suchość ziemi fikusa. Kurz na grzbietach książek, tych prze- i nieprze-czytanych. Niezaścielone łóżko.
Mówią, że mieszkanie jest odbiciem duszy. Moja w takim razie została mocno zaniedbana. W krótkiej retrospekcji przypominam sobie miniony rok mojego życia: dni wypełnione pracą, której nie lubię, kanapkami z bufetu dla pracowników, którego nie cierpię i samotnością, której nienawidzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.