Proza

Niedorzeczność rzeczywistych orzeczeń cz. I

– Hej! – trywialny okrzyk powitalno-pożegnalny, stan: neutralny, emocje: brak.
– Heeej! Eej! Ej! – ODPOWIEDZialne echo, zwielokrotnień: dwa, przekaz: minimalny.
– Czy to już? – podmiot zapewne sam nie wie co ma na myśli, dowolność interpretacji.
– Już! Już! Już! – ciągle jakieś nieporozumienia, człowiek miewa omamy, szczególnie w tym stanie.
– Dokąd zmierzamy i kim jesteśmy? Jaki cel, sens, ideał są nam przeznaczone? Który to moment czasoprzestrzeni, czy właściwy? Platon zapewne też miałby problem. Pstryk, Światło. Pstryk. Ciemność. Pstryk. Matnia. Pstryk. Jedność.
– Halo, sygnał, halo, odbiór. Komunikat tajny, komunikat wagi światowej, wszechkomunikat. Hashtag tajne. Hashtag pilne. Udokumentowano przybycie nowej generacji. bezinwazyjne. Stan intelektualny: dobry, techniczny: zadowalający. W celach kognitywnych przeprowadzić wywiad. Miejsce: droga.
– Mleczna?
– Brak odbioru.
– Pozwoli ze mną. – lekkie pchnięcie, niemoc – przemoc.

Wizja, Światło. Mikrofony. Kamery? Telewizja.
Rozpędzone cząsteczki obrazów biegną, wyprzedzają się, ważność przejmuje kontrolę, powaga prawie u szczytu, doniosłość wznosi się na wyżyny chwały… Uchwały. Uchwały o eterze. Przestrzeń i łagodne falowanie. Koniec przedstawienia.
– Siedzi i obserwuje. Rejestruje? Elektrony na trony wysiłków intelektualnych? – spiker: mówi, ale czy rozmawia? Amerykańscy naukowcy jeszcze tego nie dowiedli.
– Przetwarza. – westchnięcie – wytwarza – znowu westchnięcie – ale z jaką wyjdzie twarzą to nie wie.
– To się szanuje. A więc. Wstęp mamy za sobą. Może teraz przytoczy, jeśli dotoczy, fragmenty myśli zgubionych w roju niewiernych powierników, no, jednym słowem, trochę prywaty, może jakiś szczegół szczególnie utkwiony w pamięci.
– Niewiele. Wielomian przemian, raz po raz, błąkałem się zbłąkany, konstruktor, inspektor konstrukcji, konstruktywnie obiektywny obiekt w przestrzeni. Filozof, myśliciel, poszukiwacz, poszukiwany. Kłaniam się, Uranowicz.
– Koligacje ze wszechświatem? Znajomości we wszechgalaktyce? Wszechmoc?
–  Znikome. Moje odpowiedzi też gdzieś znikają, prawda? Prawdziwie obnoszą się ze swoim stanem nieważkości. (Ważki odmawiają wszelkich zeznań.) Może ten cały eter to mrzonka. Granice też kiedyś zanikną. Może jeszcze zanim eter przez nie przeniknie.
– Niewykluczone, Uranowicz, krążysz wokół słowa – klucza.
– Kluczenie tylko na pozór jest stratą czasu.
– Gratulujemy doboru czasownika. Masz tę robotę.
Pauza. Do czego zmierzamy? Nieuchronnie do rozwiązania.
– Nie jestem robotem.
– Tym lepiej. Takich mieliśmy tutaj na pęczki (chichot). Pączkowanie jest cechą gatunku, ale nie generacji.
– Och, generalizując…Od kiedy?
– Od kiedyś. Kiedyś to teraz, kiedyś to jutro, kiedyś to nigdy.
Ręce usiłują wydostać się z fałd rękawów. Stopy kurczowo odpychają się od ziemi. Źrenica wyczekująco chłonie pustkę ciszy.
– Gotów!
– W takim razie, zostańmy w gotowości. Wszechświat potrzebuje, aby zgotować mu coś świeżego. Świeżą perspektywę.

4 thoughts on “Niedorzeczność rzeczywistych orzeczeń cz. I”

Pozostaw odpowiedź Piotr Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.