Proza

Amelia to ja

Amelia to ja. Zanurzam rękę w worku pełnym nasion chia. Otulają moje palce jedwabiem. Połączone z mlekiem roślinnym puchną zamknięte w słoiku z klamerką jak abstrakcje w mojej głowie.

Amelia to ja. Biegam słonecznymi ulicami Montmartre’u, roztapiam się w tłumie przechodniów próbując znaleźć rozwiązanie zagadki, kim jest ruda brunetka z czerwonej marynarce.

Amelia to ja. Zatapiam twarz w puszystym futerku kota, obcego towarzysza, który zatrzymał się na chwilę, by dowiedzieć się jak wygląda przywiązanie. Wciąż szuka odpowiedzi.

Amelia to ja. Zakładam maskę Zorro i ukrywam przed światem to, co mogłabym mu pokazać. Może jeszcze nie przyszedł właściwy czas, a może przychodzi on właśnie w tej chwili.

Amelia to ja. Zasypiam zakopana w zmiętą pościel, bez czucia, bez pamięci. Liczę na wizję lepszej rzeczywistości i zakrzywione granice złamania światów. Każdej nocy.

Amelia to ja. Sprawy wielkiej wagi zagłuszam błahostkami. Zresztą, czasami definicje „ważnego” i „nieważnego” dzieli bardzo cienka linia. Lubię ją naginać.

Amelia to ja. Pamiętam wszystkie szczegóły, bo one nadają smak wydarzeniom i zjawiskom. Cała sieć pamięci jest z nich utkana. Cienka, ale stabilna.

Amelia to ja. Widzę świat w innych kolorach, dominują ciepłe, pastelowe barwy. Mieszanka harmonii często bywa zakłócana, ale tak po prostu musi być.

Amelia to ja. Snuję intrygi rozkodowujące rzeczywistość. Czasami lepiej jest funkcjonować we własnej wersji świata, życie staje się znośniejsze.

Amelia to ja. Wyśmiewam groteskę krasnala. Przemieniam groteskę w niezdefiniowane piękno. Dopóki porusza najgłębsze połączenia nerwowe, jest godne swojej nazwy.

Amelia to ja. Kelnerka własnej wiedzy i świadomości. Serwuję ją sobie garściami, doprawiam majerankiem i cynamonem. Zapomniałam znaczenia słowa „normalny”.

Amelia to ja. Szukam odpowiedniego wyrazu twarzy dla dziewczyny ze szklanką. Zastanawiam się też, co znajduje się w szklance. Kolor płynu zmienia się wraz z kątem nachylenia słońca.

Amelia to ja. Posklejane kawałki zdjęć odsłaniają tajemnice mojego serca. Zastanawiam się tylko, czy znam odpowiedź na pytanie gdzie i kiedy.

Amelia to ja. Otwieram drzwi mojego mieszkania i silę się na zachowanie wszystkich pozorów. Prawda tkwi w okruchach ciasta czekoladowego rozsypanych na blacie.

Amelia to ja. Czuję we włosach powiew ciepłego wiatru i jestem całkowicie przekonana, że bez Ciebie dzisiejsze wspomnienia są tylko martwym naskórkiem dawnych uniesień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.